Mniejszy, słabszy i mniej bezkompromisowy. A mimo to kultowy. Forda Mustanga II, zaprojektowano i wdrożono do produkcji w szczycie kryzysu paliwowego. Na jego charakterze odcisnęły się też bezlitośnie nowe amerykańskie normy bezpieczeństwa. Mimo to stał się klasykiem.
Wszystko zaczęło się w październiku 1973 roku, kiedy to na skutek embarga państw zrzeszonych w OPEC zastosowanych wobec Stanów Zjednoczonych po wybuchu wojny izraelsko-arabskiej, cena baryłki ropy skoczyła o 600 procent, do nieznanej wtedy wartości 35 dolarów.
Drastyczne kroki dystrybutorów ropy uderzyły w Japonię, Europę Zachodnią i przede wszystkim USA, zamykając ponad pięćdziesięcioletni okres nieskrępowanej konsumpcji tego strategicznego surowca. Ameryka po raz pierwszy od II Wojny Światowej zobaczyła, co znaczą kolejki przed pustymi stacjami benzynowymi. Do tego doszło ograniczenie prędkości do 55 mil na godzinę.
W tych warunkach wielcy producenci masowo rezygnowali z produkcji słynnych "musclecarów", takich jak Plymouth Barracuda, czy Dodge Challenger. Zmniejszano też ofertę 6-metrowych krążowników szos o pojemnościach silników dochodzących do siedmiu litrów.
Zmianom nie oparł się także absolutny hit tamtych czasów, czyli Ford Mustang. Z fabryki wyjechał w 1964 roku, jako lekkie, dziś powiedzielibyśmy kompaktowe, coupe i cabrio. Jego koncepcja wzorowana była na sportowych samochodach europejskich. Konkurencyjna cena i świetnie wyposażenie sprawiły, że z miejsca stał się przebojem. Na niektóre wersje trzeba było oczekiwać nawet kilka miesięcy.
Klasyczny Mustang utrzymał się w produkcji do 1968 roku. Potem zaczął gwałtownie tyć i nabierać mocy. W ten sposób z kategorii "pony car", awansował do ligi potwornych "musclecarów".
Mustanga II zaprojektowano roku 1973 w oparciu o dokładnie odwrotne założenia. Produkowano go zaledwie cztery lata (1974 - 1978). Był mniej agresywny i lepiej wyposażony od swoich poprzedników. Miał delikatniejszą linię. Lepiej się prowadził i spalał zdecydowanie mniej paliwa. Zamiast cztero- i siedmiolitrowych potworów o mocy dochodzącej do 400 KM, pod jego maską pojawiła się cicho pracująca rodzina silników, o pojemnościach od 2 do 4 litrów i mocach najwyżej 140 KM. W reklamach nie stawiano już na siłę i agresję. Miejsce kaskaderskich wyczynów zastąpił miejski lifestyle.
Metamorfoza z dzikusa w mieszczucha trwała do 1994 roku. Dopiero wtedy Ford postanowił dodać Mustangowi trochę pieprzu. Historia zatoczyła zaś koło w 2004 roku, kiedy na rynek wjechał kolejny "musclecar" ze znaczkiem Forda. Ale to już zupełnie inna historia.

















Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.