Wiadomości

stat

Prywatna limuzyna Heleny Vondrackovej

Motoklasyka: Austin Seven

Co miesiąc, w każdy pierwszy piątek miesiąca, będziemy prezentować wypieszczone motoklasyki należące do mieszkańców Trójmiasta. Cykl rozpoczynamy od przedstawienia samochodu, który powstał blisko 100 lat temu, a mimo to prezentuje się jak milion dolarów. Choć jego właściciel deklaruje, że nawet za tyle nie sprzeda swojego Austina Seven. W drugim odcinku serii, 6 stycznia, zabierzemy was na krótką przejażdżkę Volvo P1800.



Austin Seven to bez wątpienia legenda brytyjskiej motoryzacji. Mówi się nawet, że dla Brytyjczyków filigranowa "Siódemka" była niemal tak ważna, jak dla Amerykanów kultowy Ford T. Z jednej strony "Baby Austin" budził podziw, a z drugiej był obiektem drwin, gdyż w końcu ktoś zbudował samochód dostępny nie tylko dla bogatych, ale również dla mniej zamożnych warstw społecznych, a głównie dla powiększającej się klasy robotniczej. Tym kimś był Herbert Austin, założyciel Austin Motor Company, który wespół z młodym kreślarzem Stanleyem Edge'em stworzył bardzo prosty projekt samochodu. Od 1905 roku firma produkowała auta z dużymi silnikami, ale to właśnie małe, budżetowe samochody miały przynieść Austinowi sławę i przede wszystkim duże pieniądze.

Podstawowe zawieszenie, dwie belki stanowiące podwozie, kokpit zbudowany z połączenia stalowych paneli i aluminiowo-jesionowego stelażu, a także niewielka, dolnozaworowa jednostka napędowa o pojemności 750 ccm (początkowo 700 ccm) - oto przepis na Austina Seven.

Brytyjski samochód był produkowany w latach 1922-1939 w Longbridge pod Birmingham. Warto jednak dodać, że na licencji Austina Seven powstało wiele bliźniaczych modeli. Przykładowo, francuska wersja nazywała się Rosengarts, Niemcy produkowali BMW Dixi, a w Stanach Zjednoczonych sprzedawano American Austin. Auto produkowano również w Japonii i Australii. W ciągu 17 lat na świecie w różnych wersjach wyprodukowano 290 tys. egzemplarzy. Jednym z nich, tym brytyjskim, może pochwalić się pan Ryszard Ostrowski z Gdańska.

"Auto dla milionów" stało się prawdziwym hitem sprzedażowym na Wyspach Brytyjskich. Austin Seven sprzedawany był w cenie 225 funtów. Była to równowartość całkiem dobrego motocykla z przyczepką. W ciągu pierwszych siedmiu lat sprzedano około 100 tys. egzemplarzy Austina. Klienci wybierali w różnych opcjach dwudrzwiowego nadwozia: sedan, tourer czy coupe.

Przesuń suwak, żeby zobaczyć metamorfozę Austina Seven. Tak samochód pana Ryszarda wyglądał przed i po remoncie. mat. archiwalne / fot. Michał Jelionek

Austin Seven trafił do Gdańska dość przypadkowo. Na początku lat 70., nastoletnia wówczas Halina Alaburda, późniejsza małżonka pana Ryszarda, podróżowała swoją syrenką na trasie Kartuzy-Kościerzyna. Przejeżdżając przez jedną ze wsi dostrzegła stare, zdezelowane auto. Mijając to miejsce po raz drugi, postanowiła się zatrzymać i porozmawiać z właścicielem o ewentualnym odkupie samochodu, który pełnił rolę... graciarni. Rozpoczęły się negocjacje, bo za wrak trzeba było słono zapłacić. Przy trzeciej wizycie udało się dobić targu. Pani Halina i pan Rysiek kupili pojazd za 6 tys. zł, czyli za równowartość dwóch całkiem dobrych pensji.

- Samochód wyglądał jak kurnik, w którym trzymano stare rupiecie. Auto było zdekompletowane, w opłakanym stanie. Gospodarz niektóre elementy przechowywał w stodole. Początkowo mieliśmy zapłacić za Austina 2 tys. zł. Właściciel widział, że bardzo nam zależy na kupnie i zaczął wyraźnie podnosić cenę. Ostatecznie stanęło na 6 tys. zł. To była bardzo pokaźna suma - zdradza pan Ryszard Ostrowski, właściciel auta.
Samochód wyglądał jak kurnik, w którym trzymano stare rupiecie. Auto było zdekompletowane, w opłakanym stanie.
Po przewiezieniu Austina do Gdańska rozpoczęło się żmudne i czasochłonne odrestaurowywanie samochodu. Brak pieniędzy, a także bardzo ograniczony dostęp do części skutecznie wydłużyły czas renowacji pojazdu. Pan Ryszard potrzebował blisko czterech lat na doprowadzenie klasyka do właściwego stanu. W tamtych czasach sprowadzenie oryginalnych komponentów do samochodu w zasadzie było niemożliwe, dlatego trzeba było szukać zamienników. To niestety odbiło się na oryginalności "Siódemki" pana Ryszarda. Właściciel szacuje, że wynosi ona około 80 proc.

- W aucie brakowało aparatu zapłonowego, więc zamontowałem odpowiednik z innego pojazdu. Ponadto musiałem odbudować drewniany szkielet nadwozia, zlecić uszycie tapicerki i oczywiście nadać Austinowi nowy kolor. Polakierowałem go na taki dość jaskrawy groszkowy kolor. Miałem również bardzo duże problemy ze znalezieniem wąskich opon, które pasowałyby do 19-calowych, szprychowych felg. W końcu się udało, do dziś Seven jeździ na ogumieniu przeznaczonym do... motocykli żużlowych - dodaje pan Rysiek.
Dziś już zielonego koloru nie ma. Jest równie wesoły i równie rzucający się w oczy kolor żółty. Na drzwiach widnieje napis "Austin 1920", jednoznacznie wskazujący na rok pochodzenia auta. Jest to delikatnie odchylenie od faktów, bo tak naprawdę nieznany jest rok produkcji Austina państwa Ostrowskich. Zaraz po zakupie auta właściciele próbowali ustalić przeszłość ich egzemplarza, korespondowali nawet z firmą British Motor Corporation, do której wówczas należał Austin. Niestety, Brytyjczycy nie potrafili przedstawić historii auta. Jedyne potwierdzone informacje pochodzą od gospodarza, od którego zakupili samochód. Wiadomo, że poprzednim właścicielem Seven był ksiądz, a auto było w kolorze szarym.

- Auto posiada bardzo interesujące wyposażenie. Jak chociażby regulowane nawiewy zamontowane na wysokości nóg, które pozwalają schłodzić powietrze w środku kabiny. Jeśli jest naprawdę gorąco to dodatkowo można uchylić przednią szybę albo złożyć dach. Wówczas robi nam się Austin Seven kabriolet. To bardzo ciekawe, że blisko 100-letnie auto wyposażono w panoramiczny dach, który przecież jest rzadkością w samochodach współczesnych. Ciekawostką są również hamulce, przy których zastosowano linki stalowe. Wygląda to trochę jak w rowerze - śmieje się Sławomir Ostrowski, syn właściciela.
Co ciekawe, Austin Seven nie posiada lusterek bocznych, jest tylko niewielkie lusterko wsteczne. Ponadto auto należało dostosować do współcześnie obowiązujących przepisów ruchu drogowego. I tak, pan Rysiek domontował "Siódemce" kierunkowskazy, reflektory oraz charakterystyczny klakson.

Pod maską "Baby Austina" kryje się dolnozaworowa, chłodzona wodą czterocylindrowa jednostka o pojemności skokowej 750 ccm. Silnik, który współpracuje z czterostopniową skrzynią biegów, generuje moc 10,5 KM. Seven - przy sprzyjających warunkach - potrafi rozwinąć prędkość do 70 km/h. To duża zasługa niewielkiej masy pojazdu, gdyż Austin waży niespełna 400 kg. Dodajmy, że zbiornik na paliwo może pomieścić tylko 18 litrów.

- Sporą ciekawość budzą manetki zamontowane na środku kierownicy. Jedna z nich służy do regulacji przyspieszania zapłonu, a druga to ręczny gaz, czyli swego rodzaju stary "tempomat". To niezwykłe, że blisko 100 lat temu kierowcy mogli sobie ustawiać odpowiednią prędkość i podróżować z nią na dłuższych odległościach - wyjaśnia Sławek.

Helena Vondrackova i Austin Seven.


W latach 70. otrzymałem ciekawą propozycję. W zamian za Austina zaoferowano mi nowego Mercedesa. Nie było jednak takiej opcji, żebym się zgodził. Powiedziałem sobie wtedy, że Mercedesa można kupić zawsze, a takich "Siódemek" pozostało już bardzo niewiele.
W pierwszych latach po odrestaurowaniu samochodu, Austin przeżywał istne oblężenie. "Siódemka" brała udział w wielu wystawach i rajdach turystycznych, które zresztą wygrywała. Pod koniec sierpnia 1977 roku w Sopocie odbywał się 17. Międzynarodowy Festiwal Piosenki. Konkurs wygrała Helena Vondrackova, która w Operze Leśnej zaśpiewała swój przebój "Malovany Dzbanku". Przypomnijmy, że do Sopotu czeską wokalistkę dostarczył Ryszard Ostrowski w swoim jaskrawozielonym Austinie. W końcu na początku lat 80. auto trafiło na szklane ekrany. Seven można było podziwiać m.in. w filmie "Szkatułka z Hongkongu".

Z pewnością zastanawiacie się, ile dziś warty jest samochód z okresu międzywojennego?

- W latach 70. otrzymałem ciekawą propozycję. W zamian za Austina zaoferowano mi nowego Mercedesa. Nie było jednak takiej opcji, żebym się zgodził. Powiedziałem sobie wtedy, że Mercedesa można kupić zawsze, a takich "Siódemek" pozostało już bardzo niewiele. Austin to taka nasza rodzinna maskotka, bezcenna maskotka - zakończył pan Ryszard Ostrowski.
Wyjątkowy samochód państwa Ostrowskich bardzo często bierze udział w różnych trójmiejskich pokazach i wystawach zabytkowych aut.

Motoklasyka to nowy cykl portalu Trojmiasto.pl, w którym raz na miesiąc będziemy przedstawiać interesujące historie zabytkowych pojazdów i ich właścicieli. Odcinki Motoklasyki będą publikowane cyklicznie. Jeśli jesteś właścicielem nieprzeciętnego pojazdu z ciekawą historią - pochwal się nim i zgłoś się do nas. Wyślij krótki opis auta z załączonym zdjęciem na adres e-mail: m.jelionek@trojmiasto.pl

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (18)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia