Wiadomości

stat

Michał Jesionowski: Nie mam trybu incognito

Michał Jesionowski: Wiele osób pyta się mnie: co byś robił, gdyby nie YouTube? Proste - poszedłbym do roboty. Nigdy nie miałem z tym problemu, zawsze byłem wielozadaniowy.
Michał Jesionowski: Wiele osób pyta się mnie: co byś robił, gdyby nie YouTube? Proste - poszedłbym do roboty. Nigdy nie miałem z tym problemu, zawsze byłem wielozadaniowy. fot. mat. prasowe

Michał Jesionowski. Dla starych znajomych "Jesion", dla obecnych fanów i współpracowników "Łysy" lub "Michu". Gdańszczanin, który przez zupełny przypadek trafił na Kaszuby. W dwa lata stworzył największy kanał moto w Polsce, otworzył warsztat i wydał książkę. Dziś jego M4K Garage - Miłośnicy Czterech Kółek to rozpoznawalna seria o szeroko pojętej motoryzacji, setki tysięcy oglądających i... mnóstwo hejterów.



Patryk Gochniewski: Co tak daleko, dlaczego Szemud? Nie dało rady zostać w Trójmieście?

Michał Jesionowski: Warsztat, z którym współpracowałem po prostu zrobił się za ciasny. I wtedy stwierdziłem, że muszę mieć swój kąt. Też po to, aby mieć miejsce na studio nagrań. Po obejrzeniu kilku miejsc przez zupełny przypadek trafiłem do Szemudu.

Decyzja była oczywista.

Pewnie, mówię "wjeżdżamy tutaj!". Wszystkie pieniądze, które wtedy miałem z YouTube'a zacząłem wkładać w to miejsce. Wbrew pozorom na razie na tym nie zarabiam. Zyski idą na utrzymanie miejsca i pracowników. Po prostu liczba projektów, które robię, przekładają się na przerwy w pracy i powodują, że warsztat nie działa aż tak prężnie, jakby się mogło wydawać.

Przejdźmy do YouTube'a. Zaczęło się to wszystko od... ryb.

Przede wszystkim to nie jest życie jakiego chciałem. To był przypadek, że wziąłem do ręki kamerę, a filmy były na facebooka. Pogromcy Jezior, wędkarski projekt, który zacząłem z moim znajomym. Ale to też w końcu nie wypaliło, bo chłopak nie miał na to tyle czasu, ile było faktycznie potrzebne. Drażniło mnie to, bo sam też nie znałem się na montażu. Potem to na chwilę powróciło, zrobiliśmy jeden odcinek, ale rzuciliśmy to w kąt. Aż kumpel stwierdził, że wymieńmy "klocki". Nie czuliśmy wtedy, że to może wypalić, poza tym nie robiliśmy tego regularnie, ale w końcu podjąłem decyzję, że od 2016 roku ruszam samodzielnie z kanałem.

I poszło.

W styczniu miałem półtora tysiąca widzów, rok kończyłem z dwustoma tysiącami. A robiłem to po omacku, nawet nie umiałem tagować filmów, ale siłą rozpędu, metodą prób i błędów, wszystko zaskoczyło. To największy kanał motoryzacyjny w Polsce, a rok 2018 to był już prawdziwy "boom" - średnio pięćdziesiąt tysięcy przyrostu odsłon miesięcznie.


I jak ci się z tym żyje?

Jeśli nigdy nie chciałeś być popularnym, to ciężko. Zawsze chciałem mieć coś swojego, imałem się wielu rzeczy, ale nagle obudziłem się w świecie, w którym nie masz żadnego życia. Nie mam trybu incognito - wystarczy, że jedna osoba zaczepi cię, bo chce selfie i już masz armię wokół siebie. Pewnie, są z tego pieniądze. Niemałe, ale też to nie tak, że ja śpię na złotym łożu. To wszystko inwestuję dalej - wszystko, co robię, robię z własnej kieszeni, ale chcę z tego wyciągnąć jak najwięcej. Jednak nie dłużej niż pięć lat, bo to jest zbyt męczące psychicznie. W szczegóły nie chcę wchodzić, ale jak zaczynasz zarabiać, powodzi ci się, dzieje się wiele złych rzeczy.

Pięć lat - i co dalej?

Na pewno sieć warsztatów. Na starość chcę mieć przynajmniej jeden warsztat, bo znając życie - jeśli to się rozrośnie - dojdzie do sprzedaży, a jednak to jedno miejsce do realizacji własnych pomysłów musi zostać.

YouTube, warsztat, marka i... teraz książka.

Tak, to też pierwsza taka rzecz na rynku, taki poradnik. Trzeba było zrobić coś mądrego. Żadnych autobiografii, bo nie lubię takich rzeczy. Namówili mnie, nie robiłem nawet specjalnej promocji, tylko informacja na "fejsie" i od razu było siódme miejsce w Empiku.

Co to za poradnik? Bo raczej trudno zrobić coś w stylu "aby wymienić rozrząd należy...".

Nie, nie da rady tak zrobić. Powiem ci, że to był bardzo duży problem. Chodzi mniej więcej o to, o co chodziło od początku w Miłośnikach Czterech Kółek - zarażenie pasją do motoryzacji, majsterkowania, poznawania własnych aut. Nie jestem mechanikiem i nie wiem, czy w końcu przestanę być z nim mylony. Nie mam takiego wykształcenia, wszystkiego nauczyłem się sam. Teraz mam potężne wsparcie profesjonalistów i nie ma miejsca na błędy, jednak to wszystko zawsze opierało się na tym, aby właśnie zachęcić. Żebyś wiedział, jak odkręcić śrubę. Krok po kroku zaczniesz sam drążyć dalej.

Michał Jesionowski: Warsztat z którym współpracowałem po prostu zrobił się za ciasny. Wtedy stwierdziłem, że muszę mieć swój. Też po to, aby mieć miejsce na studio nagrań.
Michał Jesionowski: Warsztat z którym współpracowałem po prostu zrobił się za ciasny. Wtedy stwierdziłem, że muszę mieć swój. Też po to, aby mieć miejsce na studio nagrań. fot. mat. prasowe
Czyli książka jest swego rodzaju przewodnikiem.

Tak. Jak kupić pierwszy samochód, jak nie wejść na minę, oleje, co zabrać w podróż, jak sobie radzić. Takie małe kompendium przydatnej wiedzy dla każdego. Zahaczyłem też trochę o mechanikę - chociażby jakie klucze trzeba mieć, ale już jak wymienić klocki hamulcowe? Nie szło tego rozpisać. Tym bardziej, że jest tyle rodzajów podzespołów o różnych specyfikacjach, że to nie ma sensu. Jest w tej książce kilka rzeczy uniwersalnych, jednak z podkreśleniem, że nie w każdym aucie to musi działać właśnie w ten sposób.

Jaki jest odbiór książki? Na spotkaniach autorskich było dość tłoczno.

Nakład nie był mały, kilkanaście tysięcy. Jesteśmy już drugi miesiąc po premierze i ponad 80 proc. poszło. W tej chwili już układam szkielet do drugiej książki, która - mam nadzieję - wniesie jeszcze więcej i na pewno pozwoli powalczyć z pewnymi mitami oraz stereotypami w polskiej motoryzacji (śmiech).

Podobno w szkołach samochodowych puszczają twoje odcinki.

Od dwóch lat. Fenomen, którym się nie chwalę. Kiedy się o tym dowiedziałem, zrobiłem kilka filmików specjalnie pod szkoły. Budowa wału korbowego, silnika, kilku podzespołów. Fajna sprawa, ale - ponownie zaznaczę - nie jestem mechanikiem. Oczywiście, dziś mam duże umiejętności, ale to wciąż ma mi służyć przede wszystkim do tego, aby o czymś mówić, a nie coś naprawiać.

To też trochę odpowiedź na to, co wciąż, niestety, dzieje się w wielu polskich warsztatach. Jedziesz i nie wiesz, czy nie pogorszą sytuacji. Wiadomo, są świetni fachowcy, jednak na minę również można wejść.

Ale to nie jest straszne, że jesteśmy w szkołach. To super sprawa. Rzeczy, które dla nich przygotowujemy są realizowane we współpracy z najlepszymi w branży. Tu nie ma miejsca na pomyłki. A ci, którzy nie potrafią naprawić auta tak naprawdę zapoczątkowali moją przygodę, o której teraz rozmawiamy. Miałem już dość takich mechaników i sam zabrałem się za naprawy.

A propos pomyłek. Zdarza się, że ludzie coś ci wytykają. Podoba mi się jednak to, że nie brniesz w zaparte, tylko potrafisz uderzyć się w pierś.

Pewnie. Jaki bym miał mieć cel w powielaniu błędów? Ale też nie usuwam tych filmów, gdzie pojawiły się jakieś "babole", bo też nie ma to żadnego wpływu na bezpieczeństwo. Coś pomieszałem, pomyliłem? No dobra, moja wina, jednak wiele wytykanych błędów to czepianie się na siłę. Jeśli robię coś, aby pokazać, że jakichś rzeczy robić nie należy, to chodzi tylko o to. A mówienie, że użyłem złego produktu... Nie o tym jest odcinek, na boga (śmiech).

W 2017 roku przebiłeś zasięgami TVN Turbo - jakie to jest uczucie?

To jest jedyna rzecz z jakiej jestem dumny tak naprawdę, tym bardziej, że - nie boję się tego powiedzieć - inspirowało się moimi pomysłami. Piękne uczucie jest wtedy, kiedy masz książkę, a TVN Turbo w momencie, gdy wydawca pyta o promocję, aż się gotuje. Zaczynam przejmować ich klientów, reklamodawców - nawet w barterze, bo tu nie chodzi o kasę, a o satysfakcję.

Kanały, jak twój, to nie tylko odsłony. Pieniądze to przede wszystkim lokowanie produktów. Wiele osób krzywo na to patrzy, bo skoro dostałeś kasę, to na pewno będziesz mówił, że wszystko jest super.

Nigdy nie oszukuję i mówię to wprost wszystkim firmom. Niektóre od razu dziękują, inne nie mają z tym problemu. Bo skoro mam określony pomysł na swoje filmy - pokazuję co zrobić, jak się zachować, co stosować, a czego nie, muszę być szczery. Przede wszystkim wobec widzów. Ale też właśnie wobec firm. Jeśli ktoś się nie boi, że jego produkt nie będzie tak dobry, jak twierdzi, to chyba lepiej też dla niego? Może stwierdzi, że trzeba go dopracować.

Michał Jesionowski: Nawet jak dojdzie do sprzedaży warsztatów, to jedno miejsce do realizacji własnych pomysłów musi zostać.
Michał Jesionowski: Nawet jak dojdzie do sprzedaży warsztatów, to jedno miejsce do realizacji własnych pomysłów musi zostać. fot. mat. prasowe
YouTube zmienił twoje życie, ale wcześniej robiłeś mnóstwo rzeczy. Na przykład jeździłeś taksówką.

Wiele osób pyta się mnie: co byś robił, gdyby nie YouTube? Proste - poszedłbym do roboty. Nigdy nie miałem z tym problemu, zawsze byłem wielozadaniowy. Byłem dość długo didżejem za dzieciaka, potem zrobiłem kurs na wózki widłowe i nawet miałem plan wyjechać gdzieś do Skandynawii, pracowałem też w magazynie, gdzie zostałem menadżerem. Nie bałem się niczego.

Jak widać dalej się nie boisz. Gdzie widzisz siebie za te pięć lat, kiedy planujesz zakończyć to, co dzieje się dzisiaj? Pomost i rybki w Szemudzie?

W Kościerzynie, Szemud to przypadek, jak mówiłem. I tam zostanę. W domu, który się buduje i z działką w Bieszczadach, bo chcę mieć tam dom. Z kolekcją ukochanych starych BMW. O ile dożyję (śmiech). Tempo życia jakie prowadzę... różnie może z tym być. Zdrowotnie też się nie oszczędzam. Przede wszystkim cieszę się, że coś po sobie zostawię. To jest jedyna duma w życiu.

Opinie (120) 27 zablokowanych

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.