Wiadomości

stat

Odbudowuje auta z II wojny światowej


Bohaterem piątego odcinka "Motoklasyki" jest Adam Urbański - człowiek, który w swoim niewielkim warsztacie w Osowie zobacz na mapie Gdańska wskrzesza legendarne Willysy MB. Mechanik specjalizuje się w ofiarowywaniu drugiego, a może nawet trzeciego czy czwartego życia tym zabytkowym terenówkom. Poznajcie pasjonata i jego wypieszczonego Willysa.



Willys MB to pierwszy w historii Jeep i jeden z bohaterów II wojny światowej. Mówi się, że ta niewielka amerykańska terenówka walnie przyczyniła się do zwycięstwa aliantów. Auto dzielnie radziło sobie w katorżniczych warunkach na wielu frontach. Mało tego, do dziś ten lekki i zwinny pojazd - pomimo kilkudziesięciu lat na karku - potrafi zawstydzić niejeden współczesny samochód terenowy.

Wielka kariera legendy Jeepa rozpoczęła się w lipcu 1940 roku, kiedy to Departament Obrony Stanów Zjednoczonych gorączkowo poszukiwał producenta samochodu, który stworzyłby pojazd terenowy dla armii. Na liście wymagań znalazły się m.in. napęd na wszystkie koła, ładowność co najmniej 272 kg, składana przednia szyba czy silnik, który bez trudu osiągałby prędkość 80 km/h. Innymi słowy - Amerykanie poszukiwali auta przeznaczonego do ogólnego użytku. Jednym z warunków przetargu było błyskawiczne przedstawienie prototypu przez producenta, który miał na to zaledwie 49 dni.

Po zakończeniu wojny w Polsce pozostało około 6 tys. egzemplarzy Willysów MB i Fordów GPW. Ile ich przetrwało do dziś? Nie wiadomo.
Po zakończeniu wojny w Polsce pozostało około 6 tys. egzemplarzy Willysów MB i Fordów GPW. Ile ich przetrwało do dziś? Nie wiadomo. fot. Michał Jelionek / Trojmiasto.pl
Armia zgłosiła się do 135 producentów, ale ostatecznie w przetargu udział wzięły dwie firmy - American Bantam Car i Willys-Overland. Po licznych perturbacjach, ostatecznie w lipcu 1941 roku amerykańska armia wybrała projekt Willysa i zleciła firmie wyprodukowanie 16 tys. egzemplarzy. I tak, po wprowadzeniu niezbędnych modyfikacji, prototypowy Willys Quad stał się modelem MA, a po dodatkowej serii ulepszeń, MA został zastąpiony docelowym modelem MB.

- Mówi się, że Willys MB był narzędziem, które wygrało wojnę w Europie. I co ciekawe, Amerykanie potrzebowali auta do ogólnego przeznaczenia, czyli "general purpose" tłumacząc na język angielski. W koszarach częściej jednak posługiwano się skrótem GP. I to właśnie z tych dwóch liter zrodziła się późniejsza nazwa Jeep. Po wojnie, kiedy to firma Willys-Overland upadła, produkcję kolejnych modeli kontynuowano już pod nazwą, która istnieje do dziś - zdradza Adam Urbański z Carrington Serwis.
Jak się okazuje, to tylko jedna z teorii, bo wciąż etymologia słowa "jeep" budzi wiele emocji. Niektórzy historycy uważają, że pochodzi ono od Eugene'a the Jeepa z kreskówki "Popeye". Jeszcze inni twierdzą, że autorem nazwy był kierowca testowy Willysa - Irving "Red" Hausmann, który podczas prezentacji auta przedstawicielom amerykańskiego rządu popisowo wjechał nim na schody przed waszyngtońskim Kapitolem.

Motoklasyka: Volvo P1800

Willys MB - to pojazd, który pomógł aliantom wygrać II wojnę światową.
Willys MB - to pojazd, który pomógł aliantom wygrać II wojnę światową. fot. Michał Jelionek / Trojmiasto.pl
Willys-Overland miał niewiele czasu na zbudowanie i dostarczenie amerykańskiej armii gigantycznej transzy aut. Ze względu na wielkość zamówienia - fabryka zlokalizowana w Toledo (stan Ohio) okazała się niewystarczająca. Armia w 1941 roku zleciła montaż drugiemu producentowi, którym był Ford. Firma całkowicie za darmo otrzymała od Willysa pełną dokumentację z zachowaniem klauzuli produkowania aut wyłącznie dla armii Stanów Zjednoczonych. W ten oto sposób powstał Ford GPW, czyli bliźniaczy model Willysa MB. Oba auta różniły detale.

Ostatecznie w ciągu pięciu lat z taśm produkcyjnych zjechało 639 245 sztuk amerykańskiej terenówki, w tym 361 349 Willysów MB i 277 896 Fordów GPW. Produkcja zakończyła się 20 sierpnia 1945 roku. Auto w tamtych czasach kosztowało 739 dolarów.

- Willys MB był to stosunkowo tani wół roboczy, który dzięki krótkiemu rozstawowi osi i niskiej masie kapitalnie spisywał się w ciężkim terenie. Słyszałem, że po wojnie w Polsce zostało około 6 tys. egzemplarzy Willysów i Fordów GPW, które przyjechały do naszego kraju głównie ze Wschodu, z Armią Radziecką. Część z nich wróciła do Polski w ramach wyprawki dla naszych żołnierzy walczących na Zachodzie. Jedni dostawali obładowanego kanistrami z benzyną Willysa, a drudzy np. Harleya-Davidsona - dodaje pasjonat.
Motoklasyka: Austin Seven

Bez korby ani rusz.
Bez korby ani rusz. fot. Michał Jelionek / Trojmiasto.pl
Pod maską Willysów MB i Fordów GPW kryje się jednostka benzynowa, którą nazwano Go Devil (z ang. "naprzód, diable"). To czterocylindrowy silnik dolnozaworowy, którego pojemność wynosi 2,2 litra. Jednostka generuje moc 54 KM.

- Konstrukcja silnika przypomina tę montowaną w pierwszych modelach Warszawy. Ponadto, auto opiera się na ramie z dwóch podłużnic. Willys został wyposażony w trzy biegi i reduktor, dzięki któremu tak naprawdę dysponuje sześcioma przełożeniami i biegiem wstecznym. Willys posiada napęd na cztery koła, który jest stały w przypadku tylnej osi, ale można dołączyć również oś przednią - wylicza Adam.
Średnie spalanie przy ekonomicznej jeździe wynosi około 12 litrów paliwa na 100 km. Obładowany Willys z załączoną przyczepką potrafi spalić powyżej 20 litrów na 100 km.

Motoklasyka: Wartburg 1.3

Prostota - to synonim Willysa MB.
Prostota - to synonim Willysa MB. fot. Michał Jelionek / Trojmiasto.pl
Egzemplarz, który należy do pasjonata został sprowadzony do Polski w 2009 roku. Auto pochodzi z 1942 roku i przypłynęło do Trójmiasta z Kalifornii.

- Tak naprawdę cała moja przygoda z Willysami rozpoczęła się w 2008 roku, kiedy mój kolega zlecił mi delikatny remont Forda GPW. Półtora roku później zgłosił się do mnie ponownie, tym razem ze zleceniem na remont dwóch Willysów. Ja postanowiłem jednego z nich od niego odkupić. Zgodził się. Wówczas pracowałem równolegle nad dwoma pojazdami - już wtedy nad swoim Willysem i nad autem dla klienta z Torunia - wspomina mechanik.
Z roku na rok, w Trójmieście, ale i w całej Polsce, coraz głośniej robiło się o chłopaku, który przywraca życie legendarnym terenówkom.

- Prowadzę grupę rekonstrukcji historycznej. Na tego typu imprezach spotykam bardzo wielu pasjonatów, przed którymi ciężko było ukryć mój fach. Trochę pocztą pantoflową rozniosło się, że zajmuję się odbudowywaniem Willysów. I faktycznie, każdego roku to zainteresowanie moim warsztatem rosło. W 2012 roku pracowałem w autoryzowanym serwisie Jeepa. Był to czas, kiedy otrzymałem pierwsze poważne zlecenia na odrestaurowanie Willysów. Dwa lata później zrezygnowałem z pracy w ASO i skupiłem się na własnej firmie. Przez ten czas z mojego warsztatu wyjechało kilkanaście Willysów MB - dodaje.
Motoklasyka: Citroen 2CV

To jeden z Willysów, który po kilkumiesięcznej odbudowie trafi w ręce klienta.
To jeden z Willysów, który po kilkumiesięcznej odbudowie trafi w ręce klienta. fot. Michał Jelionek / Trojmiasto.pl
Czas realizacji jednego zlecenia na odbudowę Willysa MB trwa z reguły od sześciu miesięcy do półtora roku. Pomimo, że dostęp do części, nawet tych oryginalnych, jest duży - to osoby, które chciałyby powiększyć swoją kolekcję o prawdziwego Willysa, muszą się spieszyć.

- Firm, które zajmują się odbudowywaniem Willysów jest coraz więcej. Wiedza, która jest niezbędna do odbudowy takiej terenówki - jest ogólnodostępna. Części - zarówno te oryginalne, jak i repliki - można zakupić bez większego wysiłku. Uważam jednak, że jest to jeden z ostatnich gwizdków, żeby sobie takie auto sprawić, bo problem leży gdzie indziej. Niestety, ale coraz trudniej jest znaleźć Willysa, który będzie dobrą bazą do remontu. Korozja nie ma litości. Co prawda w dzisiejszych czasach można kupić nawet nową ramę do Willysa, ale ja mimo wszystko jestem zwolennikiem ratowania oryginalnego nadwozia - wyjaśnia Adam.
Zapewne zastanawiacie się, ile kosztuje taka przyjemność. Przykładowo, Willys MB należący do Adama, który jest niemal w całości złożony z oryginalnych części, wart jest około 90 tys. zł. Można oczywiście złożyć terenówkę taniej, na gorszych i nieoryginalnych podzespołach. Wartości Willysów bliskich oryginałowi przekraczają 100 tys. zł.

Czytaj także: Jeep Wrangler - stworzony do off-roadu

Niestety, na rynku jest coraz mniej dostępnych Willysów stanowiących bazę do odbudowy. Zainteresowani powinni się spieszyć.
Niestety, na rynku jest coraz mniej dostępnych Willysów stanowiących bazę do odbudowy. Zainteresowani powinni się spieszyć. fot. Michał Jelionek / Trojmiasto.pl

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (27)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
13.10.2017 wprowadzono zmiany w regulaminie.
zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.

- jeżeli uważasz, że dana opinia nie powinna się tu znaleźć, zgłoś ją do moderacji.

Wydarzenia